KOMIKSOLOGIA: Agenci T.A.R.C.Z.Y. 01x19

Obiecana kolejna odsłona komiksologii, tej o dziewiętnastym odcinku "Agentów T.A.R.C.Z.Y." "The Only Light in the Darkness". Tym razem nie musieliście czekać tak długo jak na wcześniejszą notkę (następna część powinna być już niedługo!) ;)

Odcinek rozpoczyna się od wprowadzenia czarnego charakteru, Marcusa Danielsa (znanego również jako Blackout), którego nazwisko zostało wspomniane w poprzedniej odsłonie. Zadebiutował w dziewiętnastym zeszycie "Nova" z 1978 roku, a jego komiksowa geneza w dużej mierze pokrywa się z tym, co agent Coulson powiedział Fitzowi (choć w serialu nie zobaczymy jego stroju). Daniels był więc asystentem w laboratorium fizycznym badającym nową, nieznaną wcześniej formę promieniowania nazwaną ostatecznie Darkforce. Podczas jednego z eksperymentów Daniels został zmuszony do przyjęcia roli królika doświadczalnego, a jego ciało zostało zbombardowane promieniowaniem Darkforce. Po pewnym czasie okazało się, że Marcus potrafi manipulować energią, na wpływ której został wystawiony. Sama energia Darkforce również została poprawnie opisana przez Coulsona jako forma promieniowania kosmicznego, czyli najczystszej energii negatywnej. Jedyna różnica względem komiksowego oryginału to to, że w nich pochodzi ona z pobliskiego wymiaru.


Podczas jednej z rozmów dowiadujemy się, że Blackout po pierwszym pojmaniu i osadzeniu w The Fridge (więcej o placówce pisaliśmy przy okazji analizy siedemnastego odcinka) był obiektem dalszych eksperymentów. Działania prowadzone tym razem przez T.A.R.C.Z.Ę. spowodowały rozwinięcie jego mocy. To wyjaśnia jego zdolność do wysysania energii z pobliskich urządzeń czy żywych istot, gdyż rysunkowy pierwowzór nie posiadał takiej umiejętności. W komiksach za to również po schwytaniu był obiektem badań, tyle że prowadzonych w ramach rządowego Projektu P.E.G.A.S.U.S. (Potential Energy Group/Alternate Sources/United States), gdzie chciano przeanalizować moc Blackouta.

Ostatecznie zespół składający się z Coulsona, Fitza, Simmons i Tripletta zdołał pokonać Danielsa przy użyciu projektora promieni gamma zaprojektowanego przez nikogo innego, ale samego dr. Bruce’a Bannera. Przypuszczalnie chodzi o to samo (albo nieznacznie zmodyfikowane) urządzenie znane z komiksowych stronic. Projektor ten pojawił się po raz pierwszy w drugim zeszycie pierwszej serii "The Incredible Hulk" z roku 1962. Pierwotnie Gamma Gun wykorzystano, by podać Hulkowi ograniczoną dawkę promieniowania, dzięki czemu Banner mógł świadomie kontrolować jadeitowego olbrzyma (czwarty zeszyt wspomnianej pierwszej serii). Co ciekawe, Gamma Gun w swej większej postaci pojawił się zarówno w filmowym "The Incredible Hulk" z roku 1977, jak i wersji z 2008 (która wchodzi w skład obecnego kinowego uniwersum Marvela).


Gamma Gun to nie jedyny wynalazek w "The Only Light in the Darkness". Agent Koening w celu weryfikacji tożsamości i sprawdzenia, czy nikt z zespołu Coulsona nie jest ukrytym agentem HYDRY, poddaje każdego z osobna szczegółowemu badaniu przy użyciu wykrywacza kłamstw. Uroku dodaje fakt, iż urządzenie zostało zaprojektowane według wytycznych Nicka Fury'ego, który chciał, by nie potrafiła go oszukać nawet Czarna Wdowa. Mimo że w komiksach Marvela nie ma tak precyzyjnego odpowiednika dla tego specyficznego sprzętu, to dzięki niemu uzyskujemy kilka ciekawych informacji. Wśród wymienionych pełnych imion i nazwisk czy składów rodzin na szczególną uwagę zasługują dwie rzeczy.

Simmons na bezludną wyspę najbardziej chciałaby zabrać ze sobą TARDIS. To z jednej strony puszczenie oka do wszystkich fanów "Doktora Who" i nawiązanie do niebieskiej budki będącej wehikułem czasu, z drugiej poniekąd odniesienie do samych rysunkowych historii Domu Pomysłów. Brytyjski oddział Marvela w latach 1979-1996 wydawał bowiem komiksy, czasopismo oraz powieści graficzne poświęcone legendzie brytyjskiej telewizji. Doktor trafił nawet do multiwersum i pojawił się na Ziemi-5556. Doszło wtedy do kilku spotkań z postaciami Marvela, między innymi z Death Head czy Merlinem.


Druga informacja dotyczy agenta Antoine'a Tripletta, który okazuje się być wnukiem jednego z członków Howling Commandos (Wyjące Komando) – jednostki militarnej do zadań specjalnych i walki z HYDRĄ w trakcie II wojny światowej. W filmie "Captain America: Pierwsze starcie" w skład oddziału pod dowództwem Kapitana Ameryki wchodzili: Bucky Barnes, Dum-Dum Dugan, Gabriel "Gabe" Jones (najprawdopodobniej on jest dziadkiem Tripletta, chociaż nie zostało to potwierdzone), Jim Morita, James Montgomery Falsworth i Jacques Dernier.

Oryginalny, komiksowy skład był nieco większy. Znajdowali się w nim: Dum-Dum Dugan, Jim Morita, Gabriel Jones, Rebel Ralston, Isadore "Izzy" Cohen, Dino Manelli, Percival "Pinky" Pinkerton, Eric Koenig (o którym więcej tutaj), Jonathan "Junior" Juniper, Jerry Larkin, George Stonewell, Duane Willson, Hans Klaus i Fred Jones, a dowódcą był Nick Fury. Howling Commandos zadebiutowało w pierwszym zeszycie "Sgt. Fury and his Howling Commandos" z 1963 roku i – jak widać – tylko trzy postacie znajdują swoich odpowiedników w obu wersjach. 

Dość zabawnie natomiast wygląda w serialu przesłuchanie agenta Tripletta przez Koeninga, gdyż słyszymy, że gdyby to ten drugi był wnukiem członka Wyjącego Komanda, wytatuowałby to sobie na klatce piersiowej.


Interesujące jest też imię i nazwisko, które Skye dostała w sierocińcu – Mary Sue Poots. "Mary Sue" (w Polsce "Marysia Zuzanna") jest bardzo pogardliwym określeniem na wyidealizowaną, wspaniałą postać bez najmniejszej wady. W tym przypadku może to być przyznanie przez twórców racji fanom, którzy niejednokrotnie nazywali tak Skye.

W "The Only Light in the Darkness" nawiązano również do dość tradycyjnego przedstawienia odejścia kogoś z zespołu. Agentka May po rozmowie z Coulsonem decyduje się opuścić drużynę i wzorem np. Cyklopa zarzuca na ramię wojskową torbę, po czym odchodzi bez słowa pożegnania. Często taka scena była umieszczana na okładkach komiksów, by podkreślić wagę wydarzenia (chociaż oczywiście w większości przypadków postać wracała po kilku zeszytach).


Pod koniec odcinka Melinda May ląduje w samochodzie swojej mamy (która swego czasu również była agentką, jednak na razie niestety nie wiadomo, której organizacji) i prosi ją o informacje pozwalające znaleźć Marię Hill.

Powyższy tekst został napisany dla serwisu Hatak.pl i jest częścią cyklu publicystycznego KOMIKSOLOGIA. Oryginalna publikacja znajduje się w tym miejscu

KOMIKSOLOGIA: Agenci T.A.R.C.Z.Y. 01x17

Pora nadrobić zaległości i przedstawić kolejną odsłonę pisanej dla Hatak.pl Komiksologii mojego autorstwa. Tym razem pod mikroskopem wylądował odcinek oznaczony numerem siedemnaście. W przeciągu najbliższego tygodnia powinny pojawić się dwa kolejne teksty dla odcinków 19. i 21. (ot, upatrzyłem sobie nieparzyste ;) ).


Akcja "Turn, Turn, Turn" toczy się równolegle z wydarzeniami z filmu "Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz" i jest z nimi ściśle powiązana. Uwaga na ewentualne spoilery.

W siedemnastym odcinku powraca kilka istotnych z komiksowego punktu widzenia postaci. Są to głównie agent John Garrett (opisany szerzej przy okazji analizy ostatniego odcinka) oraz Victoria Hand (sylwetkę której przybliżaliśmy już podczas przyglądania się siódmemu odcinkowi). Agentce Hand ponownie towarzyszą jej dwaj zaufani agenci: Jacobson oraz Shaw. Na ich nazwiska można się natknąć w komiksach, chociaż nie mają z tymi postaciami raczej nic wspólnego.


Jacobson może stanowić nawiązanie do Luke'a Jacobsona, znanego biznesmena ze świata mody pojawiającego się jedynie w trzech komiksach ("Dakota Nort", zeszyty nr 1, 2 i 5 z lat 1986-1987).


Shaw natomiast jest znacznie bardziej rozpoznawalnym nazwiskiem, kojarzonym głównie z Sebastianem Shaw ("X-Men", nr 129 z 1980 roku) – mutantem i członkiem Klubu Hellfire mającym znaczący wpływ na korupcję Phoenix Force i ostatecznie przeistoczeniu się Jean Grey w Dark Phoenix. Kilkukrotnie w rozmowach słyszymy również odniesienia do Nicka Fury i Kapitana Ameryki.

Jednak najistotniejszym komiksowym elementem odcinka jest wychodząca z ukrycia HYDRA, która - jak się okazuje - infiltrowała T.A.R.C.Z.Ę. i odbudowywała się w jej szeregach od końca II wojny światowej.


Organizacja po raz pierwszy pojawiła się na kartach 135. zeszytu pierwszej serii "Strange Tales" i od tamtej pory stała się stałym elementem rysunkowych historii Domu Pomysłów. Istotne jest to, że jej geneza w filmowo-serialowym uniwersum Marvela bardzo mocno bazuje na tym, co zostało przedstawione w komiksach.

Historia tej organizacji terrorystycznej o zapędach do kontroli nad światem sięga schyłku II wojny światowej, a założycielem HYDRY był nazista Baron von Strucker (którego mieliśmy okazję zobaczyć w scenie po napisach "Zimowego żołnierza"). Po przegranym konflikcie została "rozbita", a co najmniej kilku jej agentów - głównie naukowców - zostało wcielonych w szeregi dopiero powstającej T.A.R.C.Z.Y. To pozwoliło von Struckerowi w łatwy sposób zinfiltrować nową jednostkę, a z czasem na wysokich stanowiskach obsadzić własnych agentów. Wszystko po to, by w końcu "wyjść z cienia w światło" (ang. "out of the shadows, into the light", co przez niektórych może być uznane za easter eggową aluzję do czarno-białej miniserii Marvela "Shadows and Light").


Owa chwila nastąpiła właśnie teraz, w trakcie akcji siedemnastego odcinka "Agentów T.A.R.C.Z.Y." oraz "Zimowego żołnierza". Wielu podwójnych agentów ujawnia się i pokazuje, pod czyim sztandarem tak naprawdę służy.

Mając na uwadze komiksowe rodowody, ciekawie wypada to, kto po której stronie mocy się znajduje. Okazuje się, że mimo swojego dość radykalnego podejścia Victoria Hand do samego końca jest po stronie T.A.R.C.Z.Y. Niestety tego samego nie można powiedzieć o Johnie Garretcie, który okazuje się być długoletnim członkiem HYDRY (oraz - według domysłów agenta Coulsona - również Jasnowidzem). Po tym, jak przykrywka Garretta została spalona i prawda o jego przynależności do HYDRY wyszła na jaw, dochodzi do klasycznej sceny, w której Złoczyńca przedstawia cały plan Bohaterowi. W trakcie tej rozmowy wspomniana jest Akela Amador, której był poświęcony czwarty odcinek, "Eye Spy", a także znani z trzeciego odcinka, "The Asset", Ian Quinn (pojawiający się również w kilku kolejnych i - jak się okazuje - ściśle współpracujący z HYDRĄ) oraz profesor Franklin Hall a.k.a. Graviton. Od Garretta dowiadujemy się również, że agent Jasper Sitwell należy do HYDRY (w komiksach był zaliczany do tych dobrych), co zostało także przedstawione w najnowszym filmie o Stevenie Rogersie.

Ostatecznie agentowi Coulsonowi udaje się pokonać Garretta i oszołomić go przy pomocy wynalazku Fitza znajdującego swój pierwowzór w komiksach.


Akcja "Turn, Turn, Turn" rozgrywa się w (niemającym odzwierciedlenia w komiksach) Hubie, do którego samolot Coulsona i jego zespołu - SHIELD-616 (nawiązanie do numerycznego oznaczenia mainstreamowego świata Marvela) - jest zdalnie ściągany. Nie jest to jednak jedyna placówka, o której wspomina się w tym odcinku. Wśród stworzonych na potrzeby kinowego uniwersum miejsc znalazły się: Hub, Akademia T.A.R.C.Z.Y., Sandbox oraz Treehouse. Usłyszymy także o The Fridge - odpowiedniku komiksowego Ice Box. Ta placówka pojawiła się po raz pierwszy w drugiej serii "Maverick" w ósmym zeszycie. Jest to kanadyjskie więzienie o najwyższym poziomie bezpieczeństwa przeznaczone dla superludzi. W całej swojej historii odnotowano tylko jeden przypadek próby ucieczki - zatrudniony przez Ivana the Terrible Confessor planował uwolnić jego współpracowników: Hammera i Sickle.


Wspominany jest również Triskelion, umiejscowiona na wyspie kwatera główna T.A.R.C.Z.Y. pochodząca ze stronic komiksów Domu Pomysłów osadzonych w uniwersum Ultimate (Ziemia-1610) i przedstawiona w drugim zeszycie "Ultimates". W późniejszych czasach Triskelion stał się główną siedzibą drużyny Ultimates (w uproszczeniu: odpowiednik Avengersów, z tym że stworzony przez T.A.R.C.Z.Ę. oraz rząd Stanów Zjednoczonych w celu ochrony kraju przed atakami superprzestępców). Ostatecznie po wielu odbudowach i przebudowach Triskelion stał się latającą fortecą (pierwszy zeszyt "Cataclysm: The Ultimates Last Stand" vol. 1). Triskelion jest również centralnym miejscem kulminacyjnych scen "Zimowego żołnierza" i niejednokrotnie widzimy go na dużym ekranie.

Powyższy tekst został napisany dla serwisu Hatak.pl i jest częścią cyklu publicystycznego KOMIKSOLOGIA. Oryginalna publikacja znajduje się w tym miejscu.

KOMIKSOLOGIA: Agenci T.A.R.C.Z.Y. 01x15

Przed Wami mój pierwszy tekst poświęcony komiksom/serialom, którym zadebiutowałem na serwisie hatak.pl i jeśli przypadnie Wam do gustu, to będę go publikował również tutaj. KOMIKSLOGIA to cykl publicystyczny zajmujący się wyszukiwaniem, opisaniem i przybliżeniem nawiązań do komiksów w serialach/filmach. 

Miło mi również poinformować o reanimowaniu Geeka Subiektywnie! Trochę tu nazmieniałem by było przejrzyściej i czytelniej. Dajcie znać w komentarzach co o tym sądzicie ;) Nie przedłużając, oto KOMIKSOLOGIA 15 odcinka "Agents od S.H.I.E.L.D."

Po kilku znacznych przerwach "Agenci T.A.R.C.Z.Y." powrócili na ekrany z coraz lepszymi odcinkami. Lepszymi w kontekście nawiązań zarówno do komiksowego, jak i filmowego uniwersum Marvela. Wszystko za sprawą głównego wątku 15. odsłony – przybycia na Ziemię Lorelei i ścigającej jej Lady Sif.

Lorelei jest młodszą siostrą znacznie popularniejszej w komiksach (oraz ostatnich serialach animowanych produkcji Disneya) Amory, lepiej znanej jako Enchantress – obie siostry są mocno powiązane z Lokim, który to często wykorzystywał je w swoich machinacjach przeciwko Thorowi. Jednak zamiast śladami siostry szkolić się w sztukach magicznych, Lorelei postanowiła rozwinąć jedynie kilka swoich naturalnych umiejętności, co w połączeniu z niezwykłą urodą pozwala jej dominować wolę wszystkich mężczyzn i wymuszać na nich bezwzględne posłuszeństwo. Jej działania zawsze były motywowane żądzą bogactwa oraz władzy.



Lorelei zadebiutowała na kartach 337. zeszytu "Thor, vol. 1" (1983), natomiast w serialu miała swoje cameo w ostatniej scenie 14. odcinka. Tutaj twórcom "Agentów T.A.R.C.Z.Y." należy się pochwała, gdyż jej postać jest niezwykle wierna komiksowemu pierwowzorowi - zgadza się charakteryzacja, kostium, pełne przeniesienie jej osobowości oraz cały zestaw mocy, co niewątpliwie jest bardzo wyraźnym ukłonem w kierunku czytelników komiksów, którym Lorelei nie jest obca.

W kwestii nawiązań do filmów dowiadujemy się, że jej przybycie na Ziemię jest spowodowane atakiem Mrocznych Elfów na Asgard. Podczas zamieszek w więzieniu (w którym to spędziła blisko 600 lat po jej ostatniej konfrontacji z Sif) Lorelei udaje się zbiec i - wykorzystując jedno z sekretnych przejść Lokiego - trafia do Doliny Śmierci na pograniczu Kalifornii oraz Nevady. Stąd dość szybko przenosi się do "Pustynnej Oazy Rosie", przydrożnego baru w Nevadzie. W komiksach nie znajdziemy bezpośredniego odpowiednika, chociaż w uniwersum Marvela znajduje się kilka "Barów Rosie", które przewinęły się w historiach Daredevila czy Wolverine'a. Jednak to w Dolinie Śmierci agent Coulson ze swoją ekipą i kilkoma agentami spotyka Lady Sif, która jest kolejnym istotnym elementem odcinka.


W "Yes Men" ponownie ujrzymy Jaimie Alexander w roli Sif, którą było nam dane poznać w obu częściach "Thora". W komiksach po raz pierwszy pojawiła się w 102. zeszycie "Journey into Mystery" z 1964 roku, a o najnowszych przygodach komiksowej kochanki Thora i siostry Heimdalla można przeczytać w tej zakończonej już serii (numery 646-655).

Jeśli ktoś uważał, że w "Mrocznym świecie" nie było jej zbyt wiele, "Yes Men" całkowicie to rekompensuje. Sif w telewizyjnym wydaniu bazuje jednak wyłącznie na swojej filmowej kreacji i nie dodaje do postaci niczego nowego z komiksów. Szkoda na przykład, że bohaterka (podobnie jak wszyscy Asgardczycy) podczas rozmowy nie używa zwrotów "thee" czy "thou".

Komiksowa Lady Sif należy do tych kilku wyjątkowych, niezwykle silnych i charakterystycznych postaci Marvela. Poza samą siłą fizyczną cechuje się niesamowitym poczuciem sprawiedliwości i lojalności, honorem oraz odwagą. W filmach o Thorze cechy te były dość słabo przedstawione, nieco lepiej wygląda to w "Yes Men". Szacunek, z jakim odnosi się do agentki May po ich krótkiej rozmowie, świadczy o docenieniu drugiej doświadczonej wojowniczki w świecie mężczyzn, tak podatnych na proste sztuczki Lorelei. Drugim wyraźnym przykładem jest przezwyciężenie chęci dokonania samosądu nad Lorelei i dopełnienie polecenia Odyna pod koniec odcinka. Być może w trzeciej odsłonie kinowego "Thora" scenarzyści ją docenią i śladem Czarnej Wdowy z "Zimowego żołnierza" doczeka się wyraźniejszej oraz bliższej komiksom roli, na którą zdecydowanie zasługuje.


Wszystkich miłośników filmowego uniwersum z pewnością zainteresowała rozmowa Sif z Coulsonem, z której wynika, że Thor nie wie o powrocie Phila do świata żywych. Co ciekawe, agent prosi, by tak zostało, gdyż chciałby osobiście przekazać tę informację Bogowi Piorunów. Podczas tej samej rozmowy Sif jest wypytywana o różnych kosmitów, szczególnie o "tych niebieskich" (jednego z nich widzieliśmy w poprzednim odcinku - "T.A.H.I.T.I."). Odpowiedź, którą słyszymy, jest istną kopalnią komiksowych odniesień, bowiem Lafy Sif wymienia cały szereg pozaziemskich istot. Która z nich może być częścią zagadki wskrzeszenia Coulsona?

Wspomnieni przez Sif Interdites po raz pierwszy pojawili się na stronach 15. numeru "Warlocka" (1976). Są przedstawieni jako lud wędrownych psioników z umiejętnościami przewidywania przyszłości, jednak bez żadnych nadzwyczajnych zdolności leczniczych. Sif bardzo szybko dodaje, że ta rasa nigdy nie odwiedziła Ziemi.


Levianie na dobrą sprawę nie cechują się niczym szczególnym. Pojawiają się jedynie w dwóch zeszytach "Thora" (numery 256-257 z 1977 roku). Od tamtej pory i zniszczenia ich rodzinnej planety dryfują bez celu na statku ewakuacyjnym.


Pheragoci to z kolei rasa niezwykle silnych, wytrzymałych i masywnych wojowników (pierwszy numer "Herculesa" z roku 1982), jednakże mając na uwadze ich charakterystyczną budowę, nijak nie pasują do obrazu kosmity z 14. odcinka serialu.


Sif wymienia w końcu Kree, jedną z najważniejszych ras w kosmicznym zakątku Marvela. Jest dobrze znana większości fanów rysunkowych historii, gdyż niejednokrotnie ingerowała w sprawy toczące się na Ziemi. Kree to zaawansowani technologicznie, wyjątkowi i bardzo dobrze zorganizowani wojownicy. Szybko zbudowali ogromne, potężne kosmiczne imperium, z którym liczą się wszyscy. Od czasu, gdy zadebiutowali w komiksach (nr 65. serii "Fantastic Four" z 1967 roku), bardzo często powracają i są stałym elementem uniwersum Marvela.

Historia Kree bardzo często przeplatała się z tą Ziemi, o czym najlepiej świadczy chyba fakt przeprowadzania eksperymentów genetycznych na prehistorycznych mieszkańcach naszej planety. Co ciekawe, jeden z najwspanialszych obrońców Ziemi, Kapitan Marvel (znany także jako Mar-Vell), jest właśnie przedstawicielem rasy Kree.

Ci konkretni niebiescy kosmici są ważni z jeszcze trzech powodów. Po pierwsze, to właśnie Kree fizycznie najbardziej przypominają istotę z odcinka pt. "T.A.H.I.T.I.". Po drugie, ich pojawienie się w serialu zostało potwierdzone przez Chloe Bennett, serialową Skye. Aktorka ostatecznie ze swojej wypowiedzi się wycofała, tłumacząc, że i ona tak po prostu podejrzewa. Niedługo pewnie przekonamy się, jak było naprawdę, bo trzecim powodem jest mający swoją premierę w sierpniu kolejny film osadzony w kinowym uniwersum Marvela - "Strażnicy Galaktyki". W nim Kree mają odgrywać istotną rolę.



Sarkowie są następną rasą, o której wspomina Sif, ale niewiele o nich wiadomo. Poza pierwszą serią o Adamie Warlocku rzadko kiedy można było o nich przeczytać. Przyszła ukochana Thora dodaje jednak, że ich również nie było dotychczas na Ziemi.


Centaurianie, w przeciwieństwie do trzech pierwszych ras, są znacznie lepiej znani w komiksowym wszechświecie. Humanoidalni niebieskoskórzy z charakterystycznym czerwonym grzebieniem na głowie prowadzą plemienny tryb życia i okazjonalnie można ich zobaczyć w różnych kosmicznych seriach.


Najbardziej znanym przedstawicielem tej rasy jest zdecydowanie Yondu Udonta, członek Strażników Galaktyki z alternatywnej przyszłości (Ziemia-691), której to była poświęcona cała pierwsza seria "Guardians of the Galaxy" (1990-1995). Yondu pojawił się epizodycznie również w drugiej, znacznie popularniejszej serii "Strażników" (numer 16. "Guardians of the Galaxy, vol. 2" z 2009 roku). Mimo iż nie jest postacią z mainstreamowego uniwersum Marvela, Yondu zobaczymy w nadchodzącym filmie Jamesa Gunna. W "Strażnikach Galaktyki" w tej roli wystąpi Michael Rooker.


W rozmowie Coulsona i Sif wymienia się też Lodowych Olbrzymów, mieszkańców Jotunheimu, których było całkiem sporo w pierwszym filmie o Bogu Piorunów. W komiksowym uniwersum pojawiają się po raz pierwszy już w roku 1965 na kartach 112. numeru "Journey into Mystery", a później można ich często spotkać w historiach poświęconych Thorowi, Lokiemu czy nawet walczących z Hulkiem (nr 6-8 "Indestructible Hulk"). Lady Sif przypomina również o próbie ataku Lodowych Olbrzymów na Ziemię, która to została powstrzymana przez Asgardczyków.


W tym samym odcinku swój kolejny gościnny występ zalicza Jasper Sitwell, o którym pisaliśmy przy okazji omawiania siódmego odcinka serialu oraz "Thora". Tym razem agent Sitwell rozmawia z agentem Coulsonem na temat miejsca pobytu Nicka Fury'ego, którego niedostępność wyraźnie nie podoba się Coulsonowi, gdyż ma do dyrektora wiele pytań związanych z tym, co wydarzyło się w poprzednim odcinku. Jego dalsze losy pokazano w "Zimowym żołnierzu".

W "Yes Men" zostały zaprezentowane dwa przedmioty asgardzkiego pochodzenia. Pierwszy to oczywiście uzbrojenie Sif (tarcza i miecz o dwóch ostrzach), które jest dobrze znane z wcześniejszych filmów. Z komiksami mają znacznie mniej wspólnego, gdyż na ich kartach Boginię Wojny najczęściej zobaczymy wyposażoną w miecz klasycznej konstrukcji.


Drugim przedmiotem jest zaś kołnierz wykonany przy pomocy asgardzkiej technologii, który skutecznie niweluje u Lorelei umiejętności manipulowania mężczyznami. To jedynie wymysł scenarzystów i próżno go szukać w komiksowych historiach o Asgardczykach. Podobne urządzenie było pokazane pod koniec "Avengers", jednak Lokiemu nałożono nieco bardziej dosłowny knebel.


Powyższy tekst został napisany dla serwisu Hatak.pl i jest częścią cyklu publicystycznego KOMIKSOLOGIA. Oryginalna publikacja znajduje się w tym miejscu.

Przegląd Geekowskich Prezentów Part II

Święta za rogiem i powoli wszyscy dajemy się ponieść szałowi zakupów. Rok temu opublikowałem nieduże zestawienie prezentów dla geeka. Jasne, było to post factum i w zasadzie był to przegląd co ciekawszych pomysłów. Oczywiście zapraszam wszystkich zainteresowanych do przejrzenia co tam umieściłem, gdyż nadal są to dobre i uniwersalne przykłady prezentów! :)
W tym roku natomiast przedstawiam Wam podobny wpis, ale z odpowiednim wyprzedzeniem czasowym i nowymi rzeczami, które ucieszą niejednego obdarowanego/obdarowaną!
Dla kinomanów
W tym roku dostaliśmy kilka bardzo dobrych (i kilka średnich, ale o gustach się nie dyskutuje) filmów sci-fi/fantasy a spora ich część jest już dostępna na DVD/BD. Począwszy od The Hobbit: Niezwykła Podróż, przez Iron Man 3, W Ciemności: Star Trek (nie cierpię polskiej wersji tytułu), Elizjum, Pacific Rim, Iluzja, Wolverine, Grawitacja, R.I.P.D. Agenci z Zaświatów (dla desperatów), Riddick, czy wreszcie Martwe Zło, World War Z lub Człowiek ze Stali. Kolejność przypadkowa. 
Rewelacyjnym pomysłem są również wszelkie bundle packi i reedycje klasyków. Na przykład Stara i Nowa Trylogia Gwiezdnych Wojen. Najlepiej razem. W sam raz by się nie nudzić czekając na premierę Star Wars Episode VII. I co z tego, że ta dopiero za dwa lata?
Jedyna rzecz, którą mogę mieć na DVD/BD, to własnie saga SW.
Gry
Temat problematyczny, gdyż nie każdy wszystko lubi i nie musi przepadać za tymi samymi grami co my. Więc w tym przypadku najlepiej będzie zrobić wywiad środowiskowy. Dowiedzieć się co dana osoba już posiada, na co poluje lub jaki typ gier tym najbardziej lubianym. W tym roku wyszło kilka bardzo ciekawych gier oraz edycji GOTY. Z całą pewnością godnymi uwagi są Tomb Raider, Bioshock: Infinite, dmc: Devil May Cry, The Last of Us, konsolowe Diablo 3, trylogia Batman Arkham, Assassin's Creed IV, czy w końcu The Elder Scrolls V Skyrim Legendary Edition. Gra nie jest nowa, ale to wydanie zawiera wszystkie dodatki, więc zapewni miłośnikom cRPG masę godzin rozrywki.
Nie zapominajmy o next-genowym szaleństwie jakie zafundowało nam Sony z premierą Playstation 4 oraz Microsoft z nowym Xbox One (który koniec końców nawet ściągnięty z zachodu działa w naszym kraju). O ile niekoniecznie musi być to zakup samej konsoli, to nie zapominajmy o peryferiach, dodatkowych padach i innych akcesoriach. W przypadku XbOne i PS4 różnorodność dostępnych gier jest ograniczona, przez co nasze pole manewrowe jest tu zawężone.
Bonus: gry planszowe, figurkowe gry wojenne, karcianki. To pomysły do osobnej kategorii, jednak nie jest to mój konik, przez co nie jestem w stanie przedstawić Wam najciekawszych (ba! jakichkolwiek) tegorocznych premier. Jednak dla chcącego nic trudnego, więc jeśli ktoś z Was zdecyduje się na taki pomysł, to będzie wiedział gdzie szukać!
To był całkiem niezły rok, więc jest w czym przebierać!
Komiksowo
Największe tegoroczne eventy i crossy DC i Marvela za nami. Część z nich można już kupić w wydaniach zbiorczych. To właśnie wydania zbiorcze są najprzyjemniejszymi dla oka i najlepiej prezentującymi się na półce. W rodzimych sklepach internetowych zajmujących się komiksami jest obecnie masa promocji i przecen na wydania zbiorcze eventów i co ciekawszych storyarc'ów. Sęk w tym, że podobnie jak przy grach najlepiej dowiedzieć się wcześniej które są tymi najbardziej pożądanymi. Albo najzwyczajniej poprosić o listę z kilkoma kilkunastoma pozycjami, z której później sobie coś wybierzemy. Przynajmniej będziemy mieli pewność, że obdarowany będzie zadowolony z prezentu!
Jedna z najlepszych miniserii. Serio!
Plakaty i kalendarze
Co tu dużo mówić? Chyba każdy geek chce by ściany jego pokoju były ozdobione barwnymi plakatami z ulubionymi superbohaterami lub postaciami i motywami z gier, za którymi szaleją. W tym przypadku wystarczy szczątkowa wiedza na temat tego co dany geek lubi. Informacja na temat ilości pustych ścian w pokoju również może być przydatna, a jeśli tej jest za mało na plakat, to kalendarz w podobnej konwencji jest dobrą alternatywą.
Ten plakat będzie mój. Jak tylko wymienię pokój na większy... Ale będzie!
Gadżety
Słowo-klucz. Pod nim może kryć się praktycznie wszystko. Breloczki do kluczy, maskotki i pluszaki, figurki, koszulki, biżuteria dla Pań, przypinki, pałeczki do sushi stylizowane na miecze świetlne, rękawiczki do obsługi smartfona, fikuśne pendrive'y, wszelkiej maści durnostojki i zabawne peryferia podpinane pod USB. Gadżety mogą stanowić główny prezent, lub być miłym dodatkiem do czegoś większego. 
Wieżyczka z Portala pod USB, albo pendrive Millennium Falcon? No problem!
Drobna rada
Jak widzicie ilość pomysłów na prezent dla geeka jest całkiem pokaźna i wbrew pozorom jest różnorodnie. Najlepiej zacząć poszukiwania od wybrania konkretnej tematyki i centrum zainteresowań danego geeka. Czy to seria gier, ulubione uniwersum (komiksowe, filmowe, książkowe, serialowe), czy coś czysto technologicznego. 
Jak już wybierzecie i jeśli dodatkowo zrobicie to trafnie (nie oszukujmy się, nie jest to takie trudne jeśli znacie go trochę!), to nie ma bata by Wasz geek nie był zachwycony Waszym prezentem! Pamiętajcie o tym :)

P.S. Zachęcam Was do podzielenia się w komentarzach swoimi pomysłami na świąteczną paczkę dla geeka, bo z całą pewnością nie ująłem tu wszystkiego!

IT Academic Day Wrocław 2013

Grupa .NET EKA działająca przy wydziale Elektroniki Politechniki Wrocławskiej serdecznie zaprasza na kolejną edycję IT Academic Day.

Gdzie i kiedy?
Już w najbliższą środę, 13 listopada 2013, w budynku D-20 Politechniki Wrocławskiej, przy ul. Janiszewskiego 8.

Kto i o czym?
Konferencja jest współorganizowana wraz z grupą Piast.NET, a naszymi tegorocznymi  partnerami są Microsoft, Techland, SMT Software, Pracuj.pl oraz JOJO Mobile Polska. Tematem przewodnim, jak co roku, będą najnowsze narzędzia i rozwiązania programistyczne dostarczone przez Microsoft. Możecie się spodziewać wielu informacji o najnowszym Windows 8.1 dla specjalistów IT, kompilatorze .NET - Roslyn, tworzeniu aplikacji mobilnych czy wyzwaniach przy tworzeniu gier komputerowych. Wszystkie szczegóły znajdziecie w agendzie konferencji!

Dla kogo?
Przede wszystkim dla studentów informatyki i kierunków okołoinformatycznych, uczniów szkół średnich o profilu informatycznym oraz miłośników nowych technologii. Jest to niepowtarzalna okazja zdobycia wiedzy o najnowszych rozwiązaniach i trendach programistycznych. Wiedzy przedstawionej przez ekspertów pracujących w najbardziej rozpoznawalnych firmach branży IT w naszym kraju! Dodatkowo warto zabrać ze sobą swoje CV gdyż nasi partnerzy będą mieli stanowiska rekrutacyjne z ofertami skierowanymi do Was.
By wziąć udział w tym wydarzeniu wymagana jest rejestracja w portalu codeguru.pl, liczba miejsc jest ograniczona, więc nie zwlekajcie i się zapisujcie!

Dodatkowymi atrakcjami są konkursy z nagrodami ufundowanymi przez naszych współorganizatorów, między innymi smartphone Nokia Lumia!

Dodatkowo zapraszamy do polubienia naszego fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/ITAD.PWR, na którym już teraz odbywają się konkursy z ciekawymi nagrodami oraz do śledzenia nas na twitterze gdzie w środę znajdziecie szczegółowe relacje z konferencji: @dotNET_eka.


-----------------------------------------------------------------------------------
Tyle jeśli chodzi o oficjalną promocję. Ze swojej strony dodam iż pomagam przy tegorocznej organizacji i to ja będę relacjonował konferencje zarówno na facebookowym fanpage'u wydarzenia jak i na twitterze, więc serdecznie Was wszystkich zapraszam. 
Do zobaczenia w środę na ITADach albo w internecie! ;)

Ile RPG'a w cRPG'u?

Przyszło nam żyć w dość ciekawych czasach i widzimy jak na naszych oczach zmienia się rynek gier wideo oraz jak ewoluują same gatunki gier. Właśnie ten rozwój najbardziej daje się we znaki fanom komputerowych (i konsolowych!) RPG. Za dzieciaka zagrywałem się w takie serie jak Icewind Dale, Baldur's Gate, Fallout, Neverwinter Nights czy Star Wars: Knights of the Old Republic, a później jeszcze w wiele, wiele innych. To jednak nie wszystko, gdyż nie jeden weekend był zżarty przez RPG'owe sesje ze znajomymi. Takie "papierowe", z kośćmi, MG i tak dalej... Dlatego też od kiedy pamiętam miałem dość jasno zdefiniowane czym jest RPG, również w swej odmianie z literką "c" na początku. 
To nadal jeden z najlepszych erpegów w które grałem!
Wraz z upływem czasu i coraz szybszym rozwojem branży gier okazało się że produkcje utrzymane w duchu tych wymienionych trochę wyżej są zbyt bardzo hardcorowe, mechaniki rozgrywki i statystyki są zbyt zawiłe, a rzut izometryczny jest mocno nieatrakcyjny dla nowych graczy. Zaczęły się eksperymenty. Zanim przejdę do bardziej współczesnych problemów i przykładów wspomnę jedynie o dwóch tytułach, które z różnych powodów są moim zdaniem istotne: TES: Morrowind za rozpowszechnienie pierwszoosobowej perspektywy (za co srodze nie cierpię tej gry), która jednak zdobyła dość dużą aprobatę i uznanie, drugą grą jest Gothic będący w wielu kwestiach innowacyjny dla gatunku, pokazujący że rzut izometryczny czy kreator postaci nie są tak istotne. Całej serii Ghotic również nie lubię. Jakoś nigdy saga o Bezimiennym i The Elder Scrolls mnie nie zafascynowały, jednak w jakiś sposób doceniam to, co zrobiły dla gatunku.
Mimo iż dopakowana akcją nie sposób nie kochać tej serii!
Prawdziwy problem powstał kilka lat później (albo kilka lat temu, jak kto woli) gdy w idei rozwoju RPG zaczęto ostro mieszać w głównych składowych. Na dobrą sprawę można z czystym sumieniem powiedzieć o rozwodnieniu cRPG jako takiego i przesiąknięciu wielu jego elementów do innych gatunków (w drugą stronę też to działa). Jasne, dla niektórych może to być nowa generacja gier spod tego szyldu, ale czym tak naprawdę są obecne gry RPG? Coraz częściej produkcje reklamowane jako rasowe erpegi okazują się action-RPG bądź bardziej rozbudowanymi hack'n'slash. Przykłady? Ależ proszę: Demon's Souls jest dla mnie właśnie urozmaiconym hack'n'slashem, podobnie z resztą jak Diablo 3 - esencja h'n's, które z nieznanych mi powodów przez wielu jest kategoryzowane jako RPG (akcji). Natomiast najlepszym przykładem Action-RPG będzie... Deus Ex: Human Revolution, Fallout 3/New Vegas oraz seria Mass Effect (ok, ME1 ma w sobie najwięcej erpega, ME2 najwięcej 'action' a ME3 jest chyba pod tym względem najlepiej zbalansowane). Nie zrozumcie mnie źle. Uwielbiam całą serię ME oraz DE:HR, jednak czy to sumienie, czy coś jeszcze innego nie pozwala mi określić tych gier jako "pure RPG"... Na tym tle jest jednak kilka chwalebnych wyjątków, "duchowi spadkobiercy gatunku" godni tego modnego ostatnimi czasy hasła reklamowego. Mam tu na myśli Dragon Age: Origins oraz Kingdoms of Amalur: Reckoning (do którego koniecznie będę musiał wrócić), które w 100% wywiązały się ze swojego zadania i są współczesnymi cRPG stworzonymi w duchu wielkich klasyków. Równie udanymi, a dla wielu pewnie jeszcze lepszymi grami tej generacji są Wiedźmin 2 (pierwsza część nie wyszła nigdy na konsole, więc sorry ale dla mnie równie dobrze mogłoby jej nie być ;)) i TES: Skyrim, w którego co prawda jeszcze nie było mi dane zagrać, jednak nie sposób zignorować tak wiele pochlebnych opinii graczy jak i recenzentów. Tylko, że to są nieliczne perełki, krople w tym i tak małym morzu gier RPG...
A tych trzech panów chyba nikomu nie trzeba przedstawiać ;)
Czy tak to będzie wyglądało w nadchodzących latach? Raptem kilka produkcji stricte RPG, trochę mniej lub bardziej udanych gier nastawionych na akcję oraz gry należące do zupełnie innych gatunków z zaimplementowanymi elementami tak charakterystycznymi dla erpegów? Przykładów ostatnio się namnożyło i pewnie będzie ich coraz więcej, gdyż to dzięki takiej mieszance gatunkowej zyskują coraz to większą popularność. 
System obozów w nowym TR sprawdza się rewelacyjnie!
Na pierwszy ogień rzucę dwa przykładowe tytuły, które bardzo lubię. To tegoroczny Tomb Raider i Far Cry 3. W obu przypadkach mamy relatywnie spory otwarty świat ze swobodą eksploracji (jak w RPG). W obu grach za pokonanych przeciwników i wykonywane zadania dostajemy XP, które pozwalają nam na rozwój postaci/wykupywanie nowych umiejętności i ulepszanie ekwipunku (jak w RPG). Nadmienię iż zarówno w TR jak i FC3 system rozwoju postaci jest bardzo zgrabnie zrobiony. Side questy (jak w RPG). Ok. W nowych przygodach Lary nie ma side questów z prawdziwego zdarzenia, chyba że podciągniemy pod to wszelakie znajdźki i grobowce. Historie w obu grach mimo iż fajne, to jednak trochę za krótkie. To czego brakuje poza bardziej rozbudowaną fabułą, to właśnie bogatsze dialogi i danie graczowi pewnej decyzyjności w kwestii rozwoju fabuły. Heh... Pewnie zaraz wyjdzie, że lwia część sandboxów spełnia powyższe punkty, jednak w tych dwóch grach tak to właśnie widzę.
A tu jedno z trzech drzewek umiejętności w FC3...
Kolejnym i chyba jeszcze większym miksem jest Borderlands 2. System leveli rzutujący na atrybuty postaci, drzewko rozwoju umiejętności, klasowość bohatera, otwarty świat i misje poboczne. Prawdziwie wybuchowa mieszanina FPS z RPG.
Na koniec coś z czym spotkał się już chyba każdy kto w przeciągu ostatnich kilku dobrych lat grał w jakiegoś multiplayera. Teraz praktycznie w co drugiej grze tryb multi zawiera rangi, albo levelowanie postaci. Im wyższy level tym lepsze wyposażenie/skille/perki do których mamy dostęp. Żywcem wyciągnięte z RPG.
...których odpowiednik w Borderlands 2 wygląda tak.
Widzicie już o co mi chodzi? Takie hybrydki potrafią być fajne i sprawić masę frajdy, jednak to nie jest to samo... Gatunek RPG stopniowo się rozmywa. Coraz więcej gier jest określanych jako RPG mimo iż nimi nie jest bądź zawiera tylko kilka elementów tego gatunku (przestańcie nazywać hack'n'slashe erpegami!!!). Problem polega na tym, że trzeba chcieć. Bo jak się chce to można stworzyć wspaniałe cRPG jak wspomniany Wiedźmin 2, Skyrim czy pierwszy Dragon Age. Nie kupuję tłumaczenia, że graczy pamiętających stare klasyki jest coraz mniej, albo że za trudno. Powyższe gry doskonale obalają te dwa argumenty przyciągając rzesze młodych, często nieobeznanych z gatunkiem, graczy (tak, czuję się staro). 
Jeszcze dwa lata czekania... Dużo, ale się opłaci! Prawda?
Na sam koniec chciałem zostawić jedną rzecz. Obecna generacja konsol już niedługo zacznie ustępować miejsca nowej. Oczekiwania są oczywiście wysokie i chyba każdy spodziewa się również nowej generacji gier. A przynajmniej nowej jakości. Powstaje naturalnie pytanie: Co poza większym światem i piękniejszą, bardziej szczegółową grafiką zaoferują nam gry RPG nowej generacji? Nie chcę wierzyć, że mój ulubiony gatunek gier osiągnął już swoje maksimum. Pierwsze duże, znaczące tytuły pojawią się dopiero w drugiej połowie 2014 roku. To oczywiście Wiedźmin 3: Dziki Gon i Dragon Age: Inquisition. Dopiero rok później doczekamy się Cyberpunk 2077 oraz następnej gry w świecie Mass Effect. Możliwe, że w międzyczasie wyjdzie kolejny projekt BioWare (o którym spekulowałem tutaj) lub coś spod szyldu The Elder Scrolls czy następny Fallout. Sęk w tym, że za wyjątkiem Cyberpunk 2077 i nieujawnionego IP BioWare mamy do czynienia z kolejnymi iteracjami znanych marek. Czy w związku z tym możemy oczekiwać czegoś rewolucyjnego dla gatunku? Niewątpliwie byłoby to dla mnie miłym zaskoczeniem. Bardzo na to liczę i mam nadzieję, że wraz z nową generacją konsol nadejdzie nowy złoty wiek dla gier RPG. 

Tego własnie życzę sobie i wszystkim erpegowym wyjadaczom.
Trzecia część DA ma do dyspozycji niesamowity potencjał
next-genów więc niech i gra taka będzie!
-----------------------------------------------------------------------------------

Do napisania tego tekstu na dobrą sprawę zainspirowały mnie ostatnie około erpegowe rozmowy na twitterze z Puśkiem (@malkontentka), Aeth (@AethQueen), Magi (@MagMagii), Bartkiem (@ANTYszyba), Dadą(@dabudubida), Salantorem (@Salantor) i Marcinem (@Marcin_Raczka). Twitter for the win! 

P.S. Muszę częściej czytać Wasze blogi i częściej skrobać coś u siebie...

E3 2013 - Twitterowa relacja

Dzisiaj rozpoczęły się targi E3 2013, największa impreza poświęcona grom. Za nami już pierwsza konferencja, która należała do Microsoftu. O godzinie 22:00 naszego czasu startuje Electronic Arts, o 00:00 Ubisoft, a o 03:00 Sony. Mam zamiar aktywnie relacjonować je na bieżąco na moim twitterze (@p_bojarski). W związku z tym w tym wpisie znajdziecie jedynie widget zawierający moje ćwierkanie o E3. Konkretnych notek poświęconych podsumowaniu konferencji, lub poszczególnych gier możecie spodziewać się w najbliższym czasie. 

Krótko o konferencji Microfostu: Zgodnie z obietnicami było sporo gier, kilka słów o usługach TV, streamingu naszej rozgrywki i nowościach w SmartGlass. Konsola debiutuje w listopadzie w cenie 499$/499€ (tak, kocham ten przelicznik 1:1). Kilka nowości doczekał się Xbox Live Gold dający co miesiąc dwie darmowe gry (coś na wzór PSPlus). Pożegnamy się również z MSPoints, które zostaną zastąpione prawdziwą walutą. A, i jeszcze jedno - Xbox 360 doczeka się kolejnej wersji, stylistycznie podobnej do nowego XboxONE.

Czego się spodziewam po EA: Przede wszystkim nacisk położą na nowych odsłonach swoich gier sportowych. Głośno będzie o nowym Battlefield 4. Spodziewać się możemy kilku słów o Dragon Age III: Inquisition. Jeśli nie powiedzą ani słowa na temat nowych projektów osadzonych w uniwersum Star Wars, to chyba rzucę na nich klątwę.

Czego się spodziewam po Ubisoft: To przede wszystkim Watch_Dogs, Assassin's Creed IV: Black Flag i nowy Splinter Cell. Chciałbym by zaskoczyli mnie kolejnym nowym IP albo reinkarnacją jakiegoś świetnego klasyka.

Czego się spodziewam po Sony: Oczywiście pokazania nowej konsoli. W sensie pudła. Niby jest to mało istotne, jednak fajnie byłoby wiedzieć jak ma wyglądać konkurent XboxONE. Pewnie dowiemy się więcej o nowych funkcjach i usługach społecznościowo-sieciowych. Nie zabraknie nowych gier. Liczę na studia wewnętrzne i nowe projekty Sony Santa Monica, Guerilla Games i Naughty Dog. Spodziewać się możemy również kilku słów o Beyond od Quantic Dream.

Zapraszam!
 (tak, jest to efekt mojego lenistwa i nieznalezienia ciekawszej alternatywy)